Ta strona wykorzystuje pliki cookie w celu prezentacji dopasowanych dla Ciebie treści. Możesz włączyć/wyłączyć obsługę plików cookies w swojej przeglądarce.

Dowiedz się więcej
W poprzednim życiu byłem prawnikiem. Wywiad z Junior Java Developerem [POSŁUCHAJ]

W poprzednim życiu byłem prawnikiem. Wywiad z Junior Java Developerem [POSŁUCHAJ]

Opublikowano  przez Marek Zoellner

Marzył o tym, żeby zostać sędzią, był też aplikantem w kancelarii notarialnej, ale ostatecznie podążył w zupełnie innym kierunku. O swojej zawodowej drodze z branży prawniczej do świata IT opowiada nam Łukasz Adrian Czapraga.

To opowieść o przeskoku, może trochę nieoczekiwanym i o tym, jak rzeczywistość weryfikuje plany i marzenia. Historia absolwenta szkolenia programistycznego Kodilli pokazuje, że chociaż w zawodowym życiu wszystko może ułożyć się inaczej, niż by się chciało, to wcale nie znaczy, że poukłada się źle. A czasem może być nawet lepiej. - Niedawno minęły dwa lata, odkąd rozwijam się w branży IT. Obecnie pracuję dla Sapiens Software Solutions na stanowisku Associate Developer - mówi Łukasz Adrian Czapraga.

Marek Zoellner, Kodilla: Z prawnika na programistę? Skąd w ogóle taki pomysł? Adwokat czy sędzia to przecież prestiż, misja i… całkiem niezłe pieniądze.

Łukasz Adrian Czapraga:- Wszyscy myślą, że po ukończeniu studiów prawniczych można już być przysłowiową “papugą”. Tak naprawdę jednak ukończenie studiów to dopiero początek drogi, bo potem konieczna jest jeszcze specjalizacja i dopiero wtedy można zostać adwokatem, radcą prawnym, komornikiem, notariuszem, sędzią czy prokuratorem, a wszystko uzależnione jest od aplikacji, którą się wybierze

Chodzi tutaj nie tylko o czas poświęcony na naukę. Istotny jest również aspekt finansowy. Mówiąc w skrócie, żeby zacząć pracę po trudnych i wymagających studiach i zacząć dobrze zarabiać, najpierw trzeba się jeszcze więcej uczyć i jeszcze za to sporo zapłacić.

O ile aplikacje na sędziego i prokuratora są opłacane przez państwo (trzeba się dostać do Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury, a wtedy otrzymuje się czesne od państwa, żeby można było się uczyć i szkolić) o tyle za aplikacje korporacyjne, jak adwokatura, notariat czy komornictwo, trzeba zapłacić ze swojej kieszeni. No i po ukończeniu studiów moim pierwszym celem była właśnie Krajowa Szkoła Sądownictwa i Prokuratury. Dwukrotnie podchodziłem do egzaminu, dzięki któremu (pod warunkiem, że ukończę tę szkołę z pozytywnym wynikiem) mógłbym zostać w przyszłości sędzią lub prokuratorem. Podchodzić można raz w roku, w moim przypadku dwukrotnie zakończyło się to niepowodzeniem. Podejmując te próby cały czas łączyłem je z pracą na stanowisku asystenta sędziego. Na tym stanowisku może pracować między innymi magister prawa po studiach, czyli świeżo upieczony prawnik. W zakresie obowiązków można wskazać dla przykładu przygotowanie dokumentów, sprawozdań, czy też ogólne wsparcie sędziego w jego codziennych obowiązkach.

Zarobki też nie były imponujące…

Wynagrodzenie asystentów sędziów jest określane na podstawie rozporządzenia w sprawie wynagrodzenia zasadniczego asystentów sędziów. W moim przypadku było to ok. 3.000 zł netto miesięcznie.

I dlatego zdecydowałeś się na aplikację korporacyjną?

Tak jak już powiedziałem, dwukrotnie nie udało mi się dostać do KSSiP, co dałoby mi finansowanie dalszej drogi przez państwo, wybrałem więc aplikację notarialną, czyli po prostu zacząłem normalną pracę, żegnając się z marzeniami. Masa obowiązków administracyjnych, raporty do Krajowej Administracji Skarbowej, raporty przewidziane w ustawie o przeciwdziałaniu praniu brudnych pieniędzy, a to tylko nieliczne z obowiązków administracyjnych. Dodatkowo trzeba jeszcze wykonywać zadania podstawowe - sporządzać projekty aktów notarialnych, czy też innych czynności notarialnych.

Nie chciałeś pójść "na swoje"?

Ktoś, kto chce wystartować z własną kancelarią, czyli zacząć pracę na własny rachunek, musi się liczyć z tym, że przez pierwsze 6 - 9 miesięcy nie będzie miał klienta. Jeśli już jakiś klient przyjdzie, to mogą to być drobne, niewiele warte czynności. Tak to zwykle bywa. Uruchomienie własnej kancelarii, połączone z zakupieniem sprzętu, oprogramowania, zakupieniem lokalu oraz wyposażeniem go w sposób przewidziany w przepisach to wydatek co najmniej 600 tysięcy złotych. Kwota ta przecież obecnie nie maleje, a cały czas rośnie. Możemy go oczywiście redukować wynajmując lokal, zamiast go kupować, ale i tak koszty pozostaną bardzo wysokie. Będąc notariuszem można oczywiście zarobić bardzo dobre pieniądze, zwłaszcza gdy ma się już renomę, ale będą też miesiące, że klient nie przyjdzie...

Pomysł na branżę IT pojawił się właśnie w tym momencie, czy miałeś już jakieś doświadczenia związane z programowaniem?

Sam dla siebie próbowałem się trochę pobawić, najpierw próby z językiem C++, z którym się jakoś nie polubiliśmy. Sporo darmowych kursów było do mojej dyspozycji w serwisie YouTube, ale to nie było to. Potrzebowałem czegoś bardziej skondensowanego, spakowanego. Czułem też, że przydałoby się jakieś wsparcie, ktoś, z kim można to skonsultować, zamiast męczyć się samemu. I jeszcze jako aplikant notarialny zgłosiłem się do Kodilli.

Sam przyznałeś, że praca w kancelarii wiązała się z wieloma obowiązkami i odpowiedzialnością. Dało się je połączyć z nauką technologii, w których byłeś jednak zupełnie zielony?

Wybrałem swojego mentora i równolegle z pracą, trochę w szalonym stylu, przez 8 godzin dziennie pełniłem obowiązki aplikanta notarialnego, po czym wracałem do domu, jakiś szybki obiad, kilka minut na oddech, a potem do godz. 23.00-24.00, kilka razy nawet do 4.00 nad ranem walczyłem z kodem.

Studia prawnicze w tym jakoś pomagały? Miałeś pewnie zajęcia z logiki, przyswoiłeś dużo wiedzy, formułek.

Zdecydowanie moim atutem był język angielski. W pracy aplikanta notarialnego ta umiejętność się trochę marnowała i nie mógłbym się za to domagać dodatkowego wynagrodzenia, bo tak są skonstruowane przepisy. Jeśli chodzi zaś o doświadczenia techniczne, coś tam już na swoim koncie miałem, to były jednak drobne dokonania. Kilka stron w HTML - zrobionych, ale nie opublikowanych, trochę zabaw z CSS czy wspomnianym C++.

I to wystarczyło, żeby rzucić się na głęboką wodę? Wybrałeś długi, bo 9-miesięczny i wymagający kurs Java Developer Plus.

Po prostu stwierdziłem, że jestem w stanie sobie z tym poradzić, a dodatkowo miałem szczęście trafić na bardzo dobrego mentora, Andrzeja Jaromina. Jego profil i portfolio już na samym początku zrobiły na mnie wielkie wrażenie. Przede wszystkim jednak byłem pod wrażeniem tego, że pracował dla zagranicznych kontrahentów.

Na Twoją prośbę standardowy program nauczania został też w pewien sposób zmodyfikowany.

Andrzej okazał się na tyle szalony, w pozytywnym sensie, że zgodził się na mój zwariowany pomysł, by praktycznie cały kurs, wszystkie nasze spotkania, konsultacje prowadzić tylko i wyłącznie w języku angielskim.

To wszystko zaowocowało znacznie wcześniej, niż można się było spodziewać. Dostałeś pracę jeszcze przed ukończeniem szkolenia.

Po 6 miesiącach od rozpoczęcia kursu. To o tyle istotne, że zbliżał się koniec roku, a ja musiałem podjąć bardzo ważną decyzję. Nie mogłem być nadal aplikantem notarialnym, jeśli nie opłacę składki za aplikację. To taka opłata za szkolenie wnoszona do Izby Notarialnej. To było blisko 6.000 zł za rok, natomiast za całą korporacyjną aplikację notarialną łączny koszt rzędu 25.000 zł. Stanąłem przed dylematem, czy zapłacić i kontynuować naukę jako przyszły notariusz, czy zacząć się rozglądać za pracą w IT. Skontaktowałem się z doradcami zawodowymi w Kodilli, opisałem swoją sytuację i dostałem ofertę pracy w szczecińskim oddziale szwedzkiej firmy. To było moje pierwsze zatrudnienie w IT, jako Junior Java Developer i od stycznia 2020 roku trwa moja przygoda w świecie nowych technologii.

Kilka tygodni później świat się zmienił…

Prawdę powiedziawszy to było niebywałe szczęście, że tuż przed pandemią udało mi się znaleźć pracę. Firmy nie były tak otwarte na świeżych pracowników, pule na stanowiska zrobiły się dużo mniejsze, a chętnych wcale mało nie było. Niepewność, co będzie, jak będzie, co się będzie działo. Ja już miałem jednak to szczęście, że udało mi się złapać to pierwsze zatrudnienie w IT i mogłem się rozwijać (...)

Co było dalej? Posłuchajcie dalszej części rozmowy z Łukaszem.

Dowiecie się z niej, jak wyglądało pierwsze zetknięcie osoby bez doświadczenia z poważnym, komercyjnym projektem IT. Opowiada także o swojej drugiej posadzie w sektorze nowych technologii, firmie Sapiens, gdzie mógł wykorzystać również swoją wiedzę zdobytą podczas studiów prawniczych.

Specjalnie dla Was Łukasz mówi też o innej wielkiej pasji, jaką jest dla niego Taekwondo. Pozornie nic nie łączy tego wymagającego sportu z programowaniem. Pozornie…

Darmowy Test Predyspozycji

Umów się na rozmowę z doradcą Kodilli