Ta strona wykorzystuje pliki cookie w celu prezentacji dopasowanych dla Ciebie treści. Możesz włączyć/wyłączyć obsługę plików cookies w swojej przeglądarce.

Dowiedz się więcej
Najlepsi (filmowi) hakerzy. Którego wybierasz? [TOP10]

Najlepsi (filmowi) hakerzy. Którego wybierasz? [TOP10]

Opublikowano  przez Marek Zoellner

Technologiczni geniusze, nieprzystępni introwertycy, anarchiści, wyzwoliciele, albo po prostu szukający łatwego zysku oszuści. Filmowych opowieści o komputerowych wymiataczach powstało wiele. Większość z nich jest daleka od prawdy, ale co tego. I tak świetnie się je ogląda.

Nawet jeśli o programowaniu nie wiesz zbyt dużo, pewnie masz jakiegoś kolegę lub koleżankę, którym wystarczy kilka scen, by ocenić, czy koleś na ekranie rzeczywiście zna się na łamaniu kodu. Przeważnie się nie zna. Umie bardzo szybko stukać palcami w klawisze i używa bardzo trudnych słów. Z “hakerskich” produkcji ostatnich lat, które spotkały się z niewielką krytyką, najlepszy był chyba “Mr.Robot”. Na temat tego serialu powstało wiele analiz, również takich, które przygotowały firmy zajmujące się na co dzień cyberbezpieczeństwem.

Samo słowo haker wywodzi się od angielskiego hack (hacker), czyli włamać się. Zgodnie z ogólnie przyjętą definicją nie jest przestępcą, ale miłośnikiem, entuzjastą nowych technologii. Przy czym hakerzy dzielą się na dwie grupy (black hut i white hut), z których pierwsza łamie prawo, albo lawiruje na granicy, a druga stara się nie szkodzić. Są też crackerzy i to oni robią włamy na cudze serwery, wykradają dane etc.

To tak w skrócie, bo o samej terminologii można by pisać długo. Żaden podział na czarne i białe nie będzie też pewnie nigdy do końca uzasadniony. Skupmy się zatem na samych produkcjach filmowych, które bez względu na swoją wiarygodność rozbudzają wyobraźnię i mogą być dobrym motywatorem do nauki programowania :)

No właśnie - gdybyście musieli stanąć przed wyborem i wskazać swojego “hakera”, który byłby bezkonkurencyjny w walce z całą resztą, to byłby nim…

TOP 10 filmowych hakerów


1. David Lightman

Pierwowzorem dla głównego bohatera “Gier wojennych” był podobno sam Kevin Mitnick. Film na początku lat 80. XX wieku oglądało się z wypiekami na twarzy w kinach. Odtwórca głównej roli, Matthew Broderick miał na swoim biurku sprzęt, który dziś można zobaczyć chyba tylko w muzeum, a z internetem łączył się za pośrednictwem modemu i telefonu stacjonarnego (takiego na kabel ze słuchawką). Mimo ograniczeń sprzętowych potrafił nie tylko zmienić sobie stopnie w dzienniku elektronicznym w szkole, ale także sprowokować III wojnę światową między Stanami Zjednoczonymi i Rosją.

Film w starym dobrym stylu, z technicznego punktu widzenia o samym kodowaniu jest w nim niewiele, jest za to trochę o rodzącej się sztucznej inteligencji. Co może zaskakiwać, to fakt, że w 1983 roku Amerykanie mieli już nie tylko dostęp do sieci, ale nawet librusa :)

2. Martin "Marty" Bishop

Film “Sneakers” z Robertem Redfordem, Sidneyem Poitier i Danem Akroydem z pewnością przyciąga obsadą. Dobry scenariusz, niezła realizacja, mamy tu ekspertów, speców, agentów federalnych. Ze świata IT mamy zaś wyraźny przekaz, że w tej branży liczy się praca zespołowa.

3. Lis Salander

Bohaterka “Dziewczyny z tatuażem”, czyli amerykańskiej wersji bestsellera Stiega Larssona “Millennium: Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet” (i wyprodukowanej wcześniej skandynawskiej wersji filmu), w której mistrzynią klawiatury jest kobieta.

Lis Salander działając pod pseudonimem Wasp ma ejdetyczną pamięć. To umiejętność bardzo dokładnego odtwarzania złożonych obrazów czy dźwięków. Na co dzień trudni się wykradaniem danych dla swoich zleceniodawców, na czym świetnie zarabia. Należy też do Republiki Hakerów, grupy wzorowanej Anonymous. Jakby tego było mało, Lis całkiem dobrze umie się bić i jeździ szybko na motocyklu. Jej charakter doskonale oddaje cytat:

“Nigdy nie zadzieraj z Lisbeth Salander. Jej nastawienie do świata jest takie, że jeśli ktoś grozi jej pistoletem, ona załatwi sobie większy.”

4. Mr. Anderson

Co tu dużo mówić, wybraniec może być tylko jeden. Neo rozwalił system dosłownie i w przenośni. Podczas gdy filmowy Thomas Anderson obnażył przed całym ludzkim światem przerażającą prawdę i walczy o wyzwolenie, sam film również dokonał znaczącej rewolucji, pozwalając spojrzeć na otaczający nas świat w niezwykły sposób, jakby oczami komputera. Matrix to nie jest dobry film o kodowaniu, najwięcej wątków z nim związanych pojawia się chyba dopiero w części IV, ta jednak jest tak słaba, że lepiej pominąć ją milczeniem.

Matrix to opowieść, dzięki której w ciągu liter i cyfr możemy zobaczyć coś więcej niż kod - jakąś ożywioną materię. A potem usiąść przed kompem i spróbować zrobić to samo, ożywiać pomysły, które siedzą nam w głowie :) Obejrzyjcie jeszcze raz Matrixa, a potem weźcie się do nauki programowania. Inaczej Matrix weźmie się za Was… :)

Darmowy test predyspozycji

5. Hakerzy

“Hackers” z 1995 roku z Angeliną Jolie mają spore grono swoich fanów. Film opowiada o grupie hakerów (a raczej geeków), którzy próbują zapobiec kradzieży miliona dolarów. Kolejny dobry przykład, jakie korzyści przynosi praca zespołowa. Jeden z użytkowników serwisu Filmweb rozpisał sprzęt, z jakim możemy się tu spotkać. Oto kilka przykładów:

  • Procesor : 486SL taktowany z prędkością 33MHz
  • Fax/Modem: 144 SpeedPAQ Fax/Modem
  • RAM : 20MB (4+16)
  • Bateria : 16-18 godzin pracy
  • HDD : 2,1 GB from IBM
  • OS : Windows 95b

Wojtek, szef naszego działu IT w Kodilli skomentował krótko: - Myślę, że można byłoby go dziś użyć do obsługi włączania/wyłączania świateł, ale przeglądarki już by raczej nie uruchomił.

To prawda, dzisiaj każdy z nas nosi w kieszeni sprzęt, którego parametry byłyby wówczas niewyobrażalne. Tyle, że Angelinie i jej kolegom do ratowania świata wystarczyły megabajty, a współczesne gigabajty nadal przez wiele osób są używane do oglądania śmiesznych kotów.

Zamierzasz coś z tym zrobić?

6. Johnny Mnemonic

Zanim jeszcze narodził się Neo, Keanu Reeves już intensywnie ćwiczył swoją pamięć. W 1995 roku pojawił się na wielkim ekranie jako spec-kurier od przenoszenia danych. Do tego celu używa swojej własnego głowy, w której ma wszczepiony implant, to zaś powoduje degradację organizmu. Film bardzo słaby, a sprzęt, którego tu używają przypomina bardziej magiczne okulary do nauki języków przez osmozę, niż porządny zestaw hakerski…

…ale to nie jest istotne. Dla fanów cyberpunka to może być gratka. Akcja dzieje się w 2021 roku (czyli z dzisiejszej perspektywy już w przeszłości), a Johnny w wersji podstawowej może władować do swojej głowy aż 80 GB (ambitnie, licząc na dobrą kasę zgadza się na transport 320 GB). Normalnie czacha dymi.

Ciekawe, ile danych dziennie wchłaniamy serfując po internecie?

7. Pan Mareczek

Tak jak zmyślony Matrix zmienił świat filmu i w jakimś stopniu wpłynął na otaczającą nas rzeczywistość, tak zmysł i determinacja Marka Zuckerberga przyczyniły się do stworzenia jednego czy dwóch średnich produkcji filmowych, za to zmieniła świat totalnie. Każdy, nawet osoby bez konta, mogą coś powiedzieć o tym, jak Facebook wpływa na nasze życie. Z “Social Network” Davida Finchera dowiemy się, jak to wszystko się zaczęło.

Film dlatego średni (IMHO), bo od Finchera chciałoby się co najmniej drugiego “Podziemnego kręgu”, ale wiadomo, rzecz gustu. Hakowania też nie będzie zbyt wiele, przynajmniej od strony back-endu. Chyba, że całe social media potraktować jako shakowanie nas samych.

Jeśli podoba się Wam ten artykuł, udostępnijcie go na swoich profilach. Będzie nam niezmiernie miło :)

8. Kevin sam w... sieci

“Obława” to film, który pozwoli nam zajrzeć przez ramię jednemu z najsłynniejszych komputerowych włamywaczy. Kevin Mitnick namieszał tak mocno, że oprócz prawie 4,5 roku w areszcie dostał też zakaz używania internetu. Podobno do realizacji celów wystarczył mu zwykły aparat telefoniczny (nawet nie komórka), sam jednak przyznał, że włamywał się przede wszystkim do umysłów ludzi, a nie do systemów komputerowych i w ten sposób ich oszukiwał. Warto o tym pamiętać, bo ludzi, którzy chcą nam odebrać oszczędności, nie brakuje. Przesłaniem “Obławy” jest dążenie do jawności informacji ukrywanych przez organizacje rządowe.

9. Mr Robot

Rami Malek może sobie udawać Freddiego, wszyscy jednak wiemy, czyje oblicze skrywa opuszczony na czoło kaptur. 45 odcinków o tym, że choć świat mocno się zmienił, nie każdy programista to tryskający energią, zsocjalizowany i wysportowany młodzieniec kochający firmę, w której pracuje. Filmowy Elliot nie znosi korporacji, nienajlepiej wychodzą mu też kontakty z ludźmi. Jeśli już z kimś mu się zdarzy pogadać, są nimi ludzie źli i nikczemni, degeneraci, których postanowił ukarać, włamując się na ich dyski i wyciągając z nich kompromitujące materiały. Pewnego dnia spotyka pana Robota i powstaje plan, by zbawić cały świat.

Aby osoby początkujące w branży IT mogły dobrze zrozumieć, o czym rozmawia się w tym serialu, dobrze by miały pod ręką jakiś dobry słownik, albo ze trzy. Pod względem ideologicznym antysystemowość jest dość jasno przedstawiona, pod względem technicznym jednak pada wiele sformułowań, które trudno ogarnąć.

10. Ostatecznie i tak uratuje nas John McLane

Mimo że Bruce Willis niedawno oficjalnie wycofał się ze świata filmu, hity z jego udziałem pozostaną nieśmiertelne. A wśród nich oczywiście “Szklane pułapki”. Tą, która interesuje nas najbardziej, jest część 4. To w niej ratuje świat przed bezlitosnym, hakerem-psychopatą. No dobra, sam tego nie robi. Dla Johna McLane’a szczytem techniki jest mrożona pizza i telefon komórkowy, dlatego znalazł sobie pomocnika. Młody pasjonat wyjaśnia, czym jest “wyprzedaż po pożarze” (fire sale) - chodzi o atak na całą infrastrukturę począwszy od komunikacji, przez finanse po energię czy wodę, która ma sparaliżować funkcjonowanie całego państwa.

I jak to w filmach z Brucem bywa, podczas gdy młody łamie kody i szuka odpowiedniego rozwiązania, stary glina woli bardziej analogowe rozwiązania i na przykład strąca atakujący ich helikopter… samochodem :)

Można się śmiać, można kpić, ale jest w tym jakaś prawda. Najlepsze metody to takie, które przynoszą rozwiązanie. Warto o tym pamiętać ucząc się programowania. Nie zawsze trzeba błądzić i tygodniami dochodzić do sedna. Czasami lepiej zapytać o radę bardziej doświadczonych kolegów i koleżanek, którzy znają odpowiedź, albo… albo zapisać się na kurs w Kodilli.

Po żmudnej, samotnej podróży przez labirynty terabajtów danych skondensowana wiedza, jaką dla Ciebie przygotowaliśmy będzie tym, czym dla Johna McLane’a po długiej, wyczerpującej podróży samolotem był miękki dywan.

Wystarczy zwinąć palce u nóg w pięści:

btw. to naprawdę pomaga - sprawdziłem

Umów się na rozmowę z doradcą Kodilli