Ta strona wykorzystuje pliki cookie w celu prezentacji dopasowanych dla Ciebie treści. Możesz włączyć/wyłączyć obsługę plików cookies w swojej przeglądarce.

Dowiedz się więcej
Wywiad z testerką: “Niski próg wejścia? Zaczynałam od zera, dziś poprzeczka jest bardzo wysoko”

Wywiad z testerką: “Niski próg wejścia? Zaczynałam od zera, dziś poprzeczka jest bardzo wysoko”

Opublikowano  przez Marek Zoellner

Jak zostać testerką oprogramowania? Czy warto? Co trzeba umieć, czy każdy się może tego nauczyć? O branży IT i pracy na stanowisku testerskim opowiada nam Anna Dębicka, która posiada dość niezwykły i bardzo przydatny zestaw umiejętności.

Absolwentka filologii angielskiej, znakomita skrzypaczka, od 4 lat także testerka oprogramowania. Swoją przygodę z IT rozpoczynała w trochę mniej typowy sposób, choć - obserwując losy wielu kursantów Kodilli - nie ma tak naprawdę żadnej jedynej obowiązującej ścieżki, by zacząć karierę w tej branży. Ania nie kończyła żadnych bootcampów, chętnie opowiada jednak o tym, jak to się wszystko zaczęło i w którym momencie kariery znajduje się dzisiaj. Jako QA Software Testerka ma dla Was także kilka rad, więc jeśli zastanawiacie się nad nauką testowania i pracy w tym zawodzie, koniecznie przeczytajcie :)

Marek Zoellner: No właśnie, jak to się wszystko zaczęło? Nie studiowałaś na kierunku technicznym, nie zapisywałaś się na kursy czy szkolenia, nie kręciło Cię chyba jakoś specjalnie programowanie. Mam wrażenie, że weszłaś do IT tylnymi drzwiami.

Anna Dębicka: Właśnie zaczął się mój czwarty rok pracy jako QA Software Tester. Pracuję dla firmy z Irlandii, która tworzy oprogramowanie do zarządzania przedsiębiorstwami i tak naprawdę dopiero powoli zaczynam się zastanawiać, co dalej, czego chcę i powinnam się jeszcze nauczyć, i w którym kierunku dalej pójść. A zaczęło się rzeczywiście trochę niepozornie, choć to wcale nie tak, że “włamywałam się” do IT. Ja tam już po prostu byłam. Zajmowałam stanowisko kierownika biura IT.

Czyli zajmowałaś się…?

Wszystkim :) Od kawy po finanse i wypłaty. Podobne rzeczy robiłam już w innych firmach, ale tu było trochę inaczej. Szef w Anglii, a ja, jego prawa ręka we Wrocławiu. W dodatku firma miała strukturę Ltd, a jako że nie znałam tego typu spółek, moje wcześniejsze doświadczenia okazały się właściwie bezużyteczne. Postanowiłam jednak wykorzystać szansę.

Darmowe kursy programowania

I pod nieobecność szefa porzuciłaś faktury, by zostać testerką!

Tak łatwo to nie ma. Do swoich obowiązków podchodziłam cały czas tak samo uczciwie, wypłaty były na czas i nigdy nie brakowało kawy, ale wykorzystywałam każdą wolną chwilę, żeby się uczyć nowych rzeczy. Przez rok wciągałam się w struktury, projekty, zaczęłam czytać na temat branży IT tak w ogóle. W pewnym momencie okazało się, że jedna z koleżanek, testerka zmienia pracę i zwalnia się wakat. Trochę z nią porozmawiałam, a potem zadzwoniłam do szefa, że chcę spróbować.

Uzgodniliśmy, że przez okres wypowiedzenia (to chyba były 2 tygodnie) mojej koleżanki, klient wdroży mnie w projekt i używane w nim narzędzia. No i w rezultacie niemal od razu zaczęłam już dla tego klienta pracować i uczestniczyć w spotkaniach firmowych. Z tym, że do tych dwóch tygodni klient dodał kolejne dwa. No i pracowałam za darmo.

Czyli na kontrakt trzeba było zapracować, wykazać się. Jak długo to trwało?

Cztery tygodnie. A potem podpisaliśmy umowę. Ale przygotowania, jak już mówiłam, trwały rok i nie zrobiłabym tego wszystkiego sama, bez pomocy doświadczonych kolegów z pracy. Ich wsparcie okazało się bezcenne, a reszta to nieustanne rozwijanie swojej wiedzy. Dużo czytam, biorę udział w webinarach, oglądam szkolenia na YouTube, mam też za sobą kurs ISTQB i motywuję się do egzaminu. Często nie rozumiem wszystkiego z materiałów, po które sięgam, ale po czasie informacje się układają. Na programowaniu się nie znam. Jeszcze. Ale to jest plan na ten rok - podstawy programowania i wejście w testy automatyczne.

Wiesz już, jakiego języka będziesz się uczyć?

Pracowałam w software house, gdzie w zasadzie przewinęła się każda ważniejsza technologia, najczęściej jednak Java, JavaScript, .Net, C# czy C++. Do części projektów był potrzebny Python.

Jako absolwentka anglistyki masz przynajmniej jeden język z głowy.

Znajomości angielskiego chyba nie trzeba komentować. Jest podstawą w tej branży, chociaż wcale nie trzeba być magistrem. W moim przypadku jest to jedno z kryteriów podczas poszukiwań pracy. Lubię ten język i wolę pracować w środowisku anglojęzycznym.

A jak jest z tym angielskim w IT? Często poprawiasz błędy innych?

Nie chcę krytykować angielskiego u ludzi, bo sama popełniam masę błędów, jako, że nie zajmuje się przekładami czy tłumaczeniami już wcale. Umiejętności językowe niestety trochę z czasem zamierają. Ja raczej podziwiam ludzi, którzy uczą się języka sami na potrzeby komunikacji z ludźmi, bo wiem, że wkładają w to tyle pracy, co ja w naukę testowania bez żadnego zaplecza programistycznego.

Tak się składa, że wszystkie firmy, w których pracowałaś, fizycznie znajdowały się poza Polską. Czyli z zawodowego punktu widzenia lockdown nie dał Ci się jakoś specjalnie we znaki?

Praca zdalna jest czasem wyzwaniem, bo wiadomo, że łatwiej szturchnąć kolegę w ramię, żeby o coś podpytać, niż czekać aż odpisze. Ale to nie koniec świata i mam raczej dobre doświadczenia z komunikacją. Prawda dla mnie jest taka, że na jakość komunikacji z ludźmi pracujemy sami - i zdalnie, i w biurze.

Od początku pracuję dla klientów zagranicznych, więc jest to wpisane w rejestr mojego zatrudnienia. Jednakże, jeżeli pośrednik oferuje biuro, to oczywiście osobiście wolę do niego chodzić. Dla zdrowia psychicznego, żeby nie przekraczać granic dom/praca, dla poznania osób, z którymi pracuję na co dzień, dla wspólnej kawy i plotek, dla przejażdżki rowerem, dla wyjścia do ludzi. I pewnie jeszcze kilka powodów bym znalazła. Przede wszystkim, żeby nie zdziczeć :)

To bardzo dobry objaw, bo to znaczy, że nowe technologie wciąż nie są w stanie zagłuszyć ludzkich odruchów, a w Twoim przypadku jest jeszcze coś, co z jednej strony wyrywa Cię z rąk robotów, a z drugiej pozwala Ci je lepiej rozumieć. To muzyka, bo grasz też zawodowo na skrzypcach.

W czasie rozmów rekrutacyjnych nie raz padała kwestia, czy nie uważam, że muzyka i testowanie to dość dziwne połączenie. Otóż wbrew pozorom nie. Lata pracy nad instrumentem i muzyką wykształciły we mnie cechy, które teraz w testowaniu są absolutnie pomocne, a wręcz kluczowe. Zarówno praca nad muzyką jak i testy wymagają dobrego zapoznania się z materiałem: nuty, partytura, instrument vs dane techniczne, projekt, narzędzie używane do testów. Potrzebna jest też cierpliwość, bo czasami efekty nie są od razu widoczne, wymagają czasu, by zobaczyć całość. Jednym z najważniejszych wyznaczników zarówno w pracy muzyka jak i testera jest uważność i umiejętność dostrzegania szczegółów.

To brzmi jakbyś czytała listę najbardziej pożądanych kompetencji miękkich. Ostatnio bardzo dużo się o nich mówi i powoli wiele z nich zaczyna nawet wypierać kwalifikacje techniczne.

Ale to jeszcze nie wszystko. Muzyka i testowanie, a właściwie nawet praca na wielu innych stanowiskach w IT wymagają także umiejętności podjęcia decyzji. Na przykład w momencie, kiedy daną technikę trzeba zastąpić inną w celu uzyskania pożądanych efektów (w muzyce tak samo jak przy testowaniu łatwo utknąć w jakimś „martwym” punkcie, trzeba wtedy spróbować poszukać innego sposobu, innej techniki na usprawnienie procesu). Idąc dalej, kolejną ważną cechą będzie regularność. Zarówno w samej pracy jak i w samorozwoju. Ja to nawet nazywam “samozapłonem”. Można trafić do firmy, która stworzy nam różne możliwości i pomoże się rozwinąć, ale można mieć pecha i wtedy zamiast spuścić głowę i pokornie czekać na cud, trzeba wykazać inicjatywę samemu. I tego samego uczy praca przy muzyce - bycia coraz lepszym. Nigdy nie wiemy, nie umiemy aż tyle, żeby nie móc więcej.

Gdybyś miała doradzić innym osobom, które nie umieją programować (ani grać na żadnym instrumencie), ale zastanawiają się nad karierą w IT, to jakie rady dla nich znajdziesz?

To bardzo indywidualne. Nie wiem, czy znam jakąkolwiek standardową ścieżkę. Wszystko zależy od aspiracji danej osoby i pomysłu na siebie. Myślę, że warto podejmować takie kroki, które pomagają podnosić poprzeczkę, albo przynajmniej podążać za technologią i jej nowinkami. Ja się na to odważyłam, w pewnym momencie postawiłam wszystko na jedną kartę i się udało. Pracowitość, zapał, umiejętność pracy z ludźmi, bo praca testera wymaga regularnego kontaktu z programistami czy project managerami, a czasami bezpośrednio z klientem. Nawet jeśli to praca zdalna, mamy przecież wideo spotkania. Pamiętajcie, że nic samo nie przychodzi. Jeśli komuś się nie chce i liczy na to, że któregoś dnia wpadnie do jaskini pełnej złota, to jest w błędzie. Pracę można stracić równie szybko, jak się ją znalazło. Ale jeżeli ktoś będzie zaangażowany i pozytywnie nastawiony, nawet pomimo problemów i w dodatku zatopienie się w świecie skryptów i ślęczenie przez wiele godzin przed ekranem sprawia mu przyjemność, i widzi w tym szansę na rozwój, to zdecydowanie taką ścieżkę polecam. Czy można być złym testerem? Można, ale po co w takim wypadku robić rewolucję w swoim życiu?

Rozwiąż test predyspozycji

Umów się na rozmowę z doradcą Kodilli